• 200g mąki pszennej
  • 50g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 170g drobnego cukru
  • 140ml śmietany
  • 125ml oleju
  • 2 jajka
  • ekstrakt śmietankowy
  • filiżanka malin (mrożonych nie rozmrażać :) )
Babeczki malinowe. Na przekór wszystkiemu.
Nie dość, że z mrożonymi malinami (zapasy zamrażarkowe zużywa się dopiero zimą!).
Nie dość, że niemodnie (krem na babeczkach jest passé!).
Nie dość, że bez dyni (jest sezon, jest moda!). Dynia będzie później.

Na dworze zimno, niewątpliwie poprawią komuś humor i przypomną jak smakuje lato.
Krem można sobie, rzecz jasna, odpuścić. Ale po co, skoro babeczki wyglądają dzięki niemu uroczo? U mnie idealnie wkomponowały się w babskie spotkanie. Różowe maleństwa z błyszczącym, dekoracyjnym cukrem i do tego sencha żurawinowo-truskawkowa. Mmmniam. Prawie jak w sierpniu.

Przygotowanie tak jak zawsze.
W jednym naczyniu wymieszać składniki suche: mąki, proszek do pieczenia, cukier.
W drugim naczyniu wymieszać składniki mokre: olej, roztrzepane jajka, śmietanę. Połączyć ze składnikami suchymi, krótko wymieszać, tylko do połączenia składników.

Formę do muffinek wyłożyć papilotkami. Nakładać do każdego otworu ciasto, do mniej więcej 3/4 wysokości. W każdy dołek wcisnąć kilka malin.

Piec w temperaturze 200ºC przez 20 – 25 minut, do tzw. suchego patyczka. Wyjąć, ostudzić całkowicie przed nałożeniem kremu.

krem:
kostka miękkiego masła
2 łyżki mleka
200g przesianego cukru pudru
aromat miętowy w żelu
barwnik spożywczy (u mnie odrobina różowego barwnika w proszku)Masło ubić, dodać resztę składników, wyciskać na ostudzone babeczki i zjadać ;)