Wakacje, wakacje.
Upały rozleniwiają, postanowiłam więc wyrwać się z letargu i pojechałam na wycieczkę do stolicy, gdzie odbywał się dwudniowy Festiwal Foodtrucków i Mistrzostwa Burgerowe. 2-3 sierpnia na płytę główną Placu Defilad zjechało się 17 burgerowni, ale można było spróbować rówież tacos, zapiekanek, sandwichów, gofrów, lodów, wafli i dań wegetariańskich. Podobno gdzieś dostępna była pyszna lemoniada arbuzowa, niestety nie wiedziałam gdzie i bardzo żałuję, że jej nie spróbowałam.
Żeby wspomóc trawienie, do kotleta przygrywali: Burn Reynolds, 6T’s Club, Sonar Soul + Dominik Chmurski, MCQ, dype x Move Move, wants, Buszkers b2b Jonkpa (JuNouMi), Weeping Birds, Bajzel oraz Setting The Woods On Fire.

Krążyłam razem z przyjaciółką między wozami, czytałyśmy wywieszone menu, obserwowałyśmy ludzi odbierających swoje zamówienia i nadal nie wiedziałyśmy, na którego foodtrucka się zdecydować. Męską decyzję podjęła Iza – zjemy tam, gdzie jest największa kolejka i najwięcej burgerożerców w pobliżu: Kill Grill. Zamówiłyśmy u uśmiechniętej dziewczyny dwa Japan Burgery. Sam opis burgera wywołuje rwący potok śliny z ust! Co znalazłyśmy w bułce? Soczysty kotlet z antrykotu w pikantnym sezamowym karmelu, chrupiącą sałatę (mieszankę, choć gorzki smak radicchio mi nie bardzo tu pasował). Do tego świeże ogórki z chilli marynowane w ponzu – sosie na bazie sosu sojowego, mirinu, octu ryżowego z dodatkiem soku z japońskich cytrusów. A najważniejsze były sosy – majonez wasabi (według mnie piekielnie ostry, według Izy zbyt łagodny :D) oraz chutney imbirowo-cebulowy.
Burger był duży, podany w papierowym pudełku, prezentował się naprawdę ładnie. Szkoda, że nie zrobiłam zdjęcia, taka byłam pochłonięta jedzeniem, że pstryknęłam tylko szybką fotkę na Instragrama.
Co do smaku, wszystko jest rzeczą gustu. Mi smakował, podobało mi się połączenie smaków i ciekawe sosy, które mogłyby jedynie być gęstszy, bo po pierwszych kilku wgryzieniach się w kanapkę, całość spłynęła do papierka, w który był zawinięty. Uczta za 19 zł :).20140802_154024

Kilka dni później przeczytałam, że Mistrzostwa Burgerowe wygrał właśnie Kill Grill, drugie miejsce zajął Beef’N'Roll, trzecie car city burger. Gratki!

Wszystko co smaczne, szybko się kończy. Chętnie wybrałabym się jeszcze raz na podobny festiwal. Byłoby idealnie, gdyby burgerownie przygotowywały miniwersje swoich burgerów, bo po zjedzeniu jednego wielkiego (takiego jak z Kill Grill), nie było dla mnie możliwości, żeby mój żołądek zmieścił coś jeszcze :). W ten oto sposób nie mogłam spróbować, co miały do zaoferowania  innych foodtrucki, więc nie mam nawet porównania. Cóż, następnym razem :)

Tutaj dostępna jest lista wozów, które zgłosiły swoje uczestnictwo w festiwalu (niestety nie wszystkie dojechały):
American Food Truck, B.B.Kings, Beef’n'roll, Bobby Burger, Buddies Coffee, Buła i Spóła, Burger Na Kółkach, Burger PRO, Burger Slow Food, Burger Station, Car City Burger, Co Ja Ciacham, Deli Paris, Duża Buła, Easy Rider Bus, Food Lovers Truck, Freak Fish, Fresh Burgers, Gold Diggers, Jakie Taco ?!, Japadogi, Karttoflove, Kiełba w Gębę, Kill Grill, Kingston town patty, Kobieta Za Ladą, mCafe, Momo Smak, N’ice Cream, Noodle w Pudle, Pan Japan, Pan Szama, Pepe Crepe, Pot Spot, Różowa Krewetka, Słoniątko, Soul Food Bus, Szerdelek – Charakterny Cymes, Tornado Café, Waffiezz, Wege Wave, West Coast Toast, Wheel Meal, WOTburger, Wurst Kiosk i Wurst Kiosk 2.

A teraz trochę zdjęć:

123456789101112131415