• 1200g żółtych malin
  • 900g cukru
  • sok z jednej cytryny
  • dwie galaretki cytrynowe

Pamiętam jak kilka lat temu, kiedy opowiadałam, że mam na działce krzak żółtych malin, nikt w to nie wierzył i otwierał oczy szeroko ze zdumienia. Nadal nie są zbyt popularne, choć coraz częściej można kupić je w sezonie letnio-jesiennym na targach i warzywniakach. Pytanie: skoro rzadko można je zdobyć, co mi odbiło, żeby takie cenne owoce pchać od razu w słoiki? U mnie zazwyczaj jest więcej malin żółtych, aniżeli czerwonych i to właśnie czerwone wolę jeść nieprzetworzone. Co do smaku… Złota odmiana smakuje chyba tak samo, jest jednak odrobinę większa, jędrniejsza i bardziej odporna na uszkodzenia.

Początkowo miałam plan zrobić standardowy dżem z żelfixem na szybko, ale kiedy szukałam w szafce torebki, niechcący sięgnęłam po galaretkę, pomyślałam wtedy: dlaczego nie spróbować? :) I oto jest dżem malinowy. Właściwie to malinowo-cytrynowy. Nie jest słodki, mimo sporej ilości cukru. Mi odpowiada. I wygląda jak płynne złoto zamknięte w słoiczkach :).

 

Maliny przebrać, odrzucić wszystkie zbyt miękkie, uszkodzone i oczywiście zepsute. Wrzucić do garnka, zasypać cukrem i zagotować. Wlać sok z cytryny i gotować aż część soku wyparuje, u mnie trwało to około 12-15 minut. Co jakiś czas zamieszać.
Na sam koniec wsypać galaretki, dokładnie wymieszać i gotować jeszcze przez minutę.
Nie przejmuj się, jeśli dżem nie jest gęsty, kiedy wystygnie będzie miał fajną żelową konsystencję.

Gorącym dżemem napełniamy czyste i suche słoiczki, dokładnie zakręcamy i odstawiamy „do góry nogami” na kilka minut.

IMGP2533

IMGP2532

IMGP2557